NIEDZIELA ESTOMIHI (PRZEDPOSTNA)

Dnia 19 lutego 2012 r.)

Oto idziemy do Jerozolimy

i wszystko, co napisali prorocy,

wypełni się nad Synem Człowieczym   

 (2 Kor 1,2)

Łaska wam i pokój od Boga, Ojca na­szego i Pana naszego Jezusa Chrystusa.                            

 

Tekst IV: Amos 5,21-24:

21.Nienawidzę waszych świąt, gardzę nimi, i nie podobają mi się wasze uroczystości świąteczne. 22.Nawet gdy mi składacie ofiary całopalne i ofiary z pokarmów, nie mam w nich upodobania, a na ofiary pojednania z tłustych waszych cieląt nie mogę patrzeć. 23.Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf. 24.Niech raczej prawo tryska jak woda, a sprawiedliwość jak potok nie wysychający!

Siostry i bracia w Jezusie Chrystusie, naszym Panu!

Dziś ostatnia niedziela przed Postem. Od pierwszego łacińskiego słowa introitu nazywa się „ESTOMIHI”. Introit ten, jak mogliśmy zorientować się już na wstępie liturgii, wzięty jest z Psalmu 31: „Bądź mi skałą obronną!”

Dzisiejszy tekst biblijny natomiast przenosi na do roku 760 przed Chrystusem do północnego Królestwa. Tam panowało zadowolenie i dobrobyt, bo tam gdzie panuje dobrobyt powinno panować zadowolenie, choć nie zawsze tak jest.  Na zewnątrz  panował pokój, szczęście i dobrobyt. W świątyniach odbywały się nabożeństwa w blaskach wielu świateł z bogatym ceremoniałem. Czegoż lepszego należałoby sobie życzyć?

Kto jednak spoglądał na to okiem wiary, ten widział całą grozę tego wszystkiego co się działo, rysy na świątyni, zgniliznę moralna w społeczeństwie. Takie oko, które widziało więcej niż widzieli przeciętni ludzie miał Boży posłaniec prorok Amos.

W każdej epoce ludzkości byli tacy ludzie, którzy więcej widzieli niż przeciętni ludzie. I dziś są tacy ludzie, którzy widzą coś więcej, niż przeciętni ludzie. Dzisiaj panuje w świecie słusznej czy niesłusznej krytyki z panujących stosunków. Są jednak ludzie, którym się dobrze powodzi i którzy są zadowoleni z siebie samych.

W owych czasach Amosowi i innym prorokom kazano milczeć, ale on milczeć nie potrafił. Przestraszony bowiem sytuacja tamtych ludzi, pragnie ich ratować. W tym rzekomo czystym Izraelu dostrzegał wiele zgnilizny moralnej. Kto przeczyta jego księgę prorocką, ten może zrobić cały zestaw grzechów: lekceważenie prawa, uciskanie biednych, lichwa i oszustwo, zbrodnie i innego rodzaju występki gnieżdżą się nawet w pałacach królewskich, wielu żyje w przepychu oddając się nierządowi. Lud Izraelski odpadł od Boga, zbezczeszczając w codziennych grzechach Jego święte imię. Tak na dziesiątki lat przed zburzeniem Królestwa Samarii życie tego ludu przeżarte było zgnilizną, nieszczerością i kłamstwem.

Na pozór, na zewnątrz  zdawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku, wszystko błyszczy i świeci. Ale co jest na wewnątrz? Jaka jest rzeczywistość?

„Nie wszystko co się świeci jest złotem” - tak nieraz powiadamy. A w tym powiedzeniu mieści się głęboka prawda. Bo może i nam się nieraz wydaje, że nasze współczesne chrześcijaństwo jest takie wspaniałe. Może na nie patrzymy tez tylko tymi zewnętrznymi oczami. Od czasu do czasu, we wielkie święta widzimy pełne kościoły , wspaniałe nabożeństwa i hojne ofiary. Może niejeden z nas chciałby zawołać: i czego wy prorocy, wy księża i biskupi jeszcze chcecie od nas? Przecież wszystko jest w porządku! Do kościoła może nie każdą niedzielę, ale od czasu do czasu przychodzę, daję tez na tace. Nikogo nie zabiłem, ani nie okradłem. Jestem przecież ochrzczony i konfirmowany, raz do roku przystępuję do Stołu Pańskiego, nieraz może częściej, zapisany jestem w księgach kościelnych, nie zalegam z składka kościelną, ślub kościelny też wziąłem, dzieci posyłam na lekcje religii. Dlaczego ciągle z nas jesteście niezadowoleni?

Ale to nie my, to sam Bóg jest z nas wszystkich niezadowolony. Bo On widzi w nas to czego my sami w sobie nie dostrzegamy.

Myśląc o naszych czasach, o naszym Kościele i o naszym zborze, można by jeszcze drugi katalog, druga listę grzechów wypisać, taka listę jaka wypisał prorok Amos.

My jesteśmy z siebie zadowoleni, a Słowo Boże mówi zupełnie coś innego: „Gdy mówić będą pokój i bezpieczeństwo, wtedy na nich przyjdzie nagłe zginienie.”

Czy bowiem te wszystkie nasze zalety, które wymieniliśmy nie są tylko zwykłą ludzka tradycją, przyzwyczajeniem, czymś tylko zewnętrznym, ale już bez żadnej wewnętrznej głębi, bez żadnej wewnętrznej treści? Jeśli to czynimy, czy nie czynimy tego tylko po to aby zyskać przychylność Boga? Względnie może ze strachu przed Nim? Bóg żąda  jednak czegoś głębszego: „Szukajcie Mnie, a żyć będziecie!” To jest istota wszelkiego nabożeństwa  i służby Bożej. Czy tak naprawdę w nabożeństwie szukamy tylko i wyłącznie samego Boga, a nic poza tym? Czy możemy tak szczerze powiedzieć, że w naszych ofiarach i służbie dla bliźniego szukamy tylko naszego Pana Jezusa Chrystusa, czy tez neiraz czysto przyziemnych celów i zysków, np.: pochwałę, dziękczynienie, jakieś odznaczenie, uznanie innych i szacunek?  Czy we wszystkim co mówimy i czynimy w kościele i w codziennym życiu, w domu i w społeczeństwie naprawdę „szukamy Pana”? Czy przychodzimy do kościoła na nabożeństwo i do świętego Sakramentu i czy otwieramy swoja Biblię, Kancjonał – Śpiewnik jedynie w tym celu, aby się spotkać z naszym Panem? Czy składamy ofiary i kolekty, pomagamy bliźnim jedynie aby je złożyć Panu, czy tez przy tym mamy inne cele?\To są ważne pytania, które stawia nam nasz dzisiejszy tekst kazalny.

A czy nie ma wśród nas takich, którzy tylko na pozór szukają Pana, ale właściwie udają się do  „Betel”, „Galgal” i „Beerseby”? Co tam takiego było?

Miasta te były znane z pogańskich świątyń gdzie bożkom oddawano cześć. A ponieważ te świątynie i religie znane były z etycznego liberalizmu, z rozwiązłości, z nierządu jaki za ich ołtarzami uprawiano, dlatego wielu tam chodziło. Dziś jest podobnie. Przecież to dzisiaj są Kościoły, nawet luterańskie, protestanckie, które w swym liberalizmie pozwalają swym wiernym na wszystko, na śluby homoseksualne i na inne sprawy.

Dziś jest wiele pogańskich miejsc i „świątyń”, gdzie bluźni się Bogu i znieważa się Jego święte imię, gdzie sprzedaje się siebie samego. Dlatego Bóg i dzisiaj napomina nas: „Szukajcie mnie, a nie szukajcie Betela, ani chodźcie do Galgal i do Beerseby nie udawajcie się.

Bóg chce abyśmy tylko jedno miejsce i jednego PANA wybrali. Stawia jednak przed nami alternatywę i ostateczne wyniki dokonanego wyboru. Albo szukanie Boga, służenie Jemu, całkowite oddanie się Jemu, szukanie Jego Kościoła i Jego sprawy, a wtedy i ostateczny wynik – życie wieczne, nieprzerwana społeczność z Nim.

Albo z drugiej strony „Betel, Galgal i Beerseba” z całym swoim okrucieństwem, zgnilizną moralną i ostatecznym wynikiem: „w niewolę zwiedzeni będziecie” i „wniwecz się obróci,” „splunie w ogniu, którego nikt nie ugasi!”

Drodzy moi! Wyniki jednego albo drugiego będą znane nie tylko kiedyś we wieczności, ale już dziś.

Kto naprawdę szczerze szuka Boga, ten nieraz Go znajduje poprzez ciężki krzyż, po przejściach ciernistą drogą, ale cel zawsze jest wspaniały – życie!

A z drugiej strony nieraz już tu widać jaki jest koniec tych, którzy uganiają za tym co obrzydliwe Bogu. Pan ostrzega, że „Betel wniwecz się obróci!”

Nie sadźmy także, że Boga zdołamy oszukać, bo Słowo Boże powiada: „Bóg się nie da z siebie naśmiewać”. Jego nie da się ani przekupić nawet naszymi nieszczerymi modlitwami, śpiewem, ofiarami, bo Jezus Chrystus powiedział: „Nie możecie dwom panom służyć: Bogu i mamonie!” On nie znosi tej przepaści pomiędzy nabożeństwem niedzielnym czy świątecznym, a codziennym naszym życiem, między życiem prywatnym a publicznym, pomiędzy rytuałem kultowym a powszednimi decyzjami. Kto na nabożeństwie udaje pobożnego, ale w codziennym życiu szuka tylko własnych korzyści, nie licząc się z nikim i z niczym, ten jest zwykłym obłudnikiem  i faryzeuszem rozbijającym się o swoją dwulicowość.

Jeśli nie chcemy aby i nam Bóg powiedział: „Nienawidzę waszych świąt, gardzę nimi, i nie podobają mi się wasze uroczystości świąteczne. 22.Nawet gdy mi składacie ofiary całopalne i ofiary z pokarmów, nie mam w nich upodobania, a na ofiary pojednania z tłustych waszych cieląt nie mogę patrzeć. 23.Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf,” jeśli tego nie chcemy, to musi przy naszych nabożeństwach, ofiarach być nasze serce, musimy Boga szukać całym swoim sercem. Szukajmy Go całym naszym sercem póki jeszcze daje się nam znaleźć. A dowodem tego, że nam się daje jeszcze znaleźć, jest to Bóg Izraela, dał w ludzkim ciele Swego Syna Jezusa Chrystusa, ofiarował się dla nas i za nas na krzyżu Golgoty. W Jezusie Chrystusie Bóg daje się nam znaleźć. Bo On sam powiedział: „Ja jestem droga, prawda i żywot. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko prze ze Mnie.” Po tej niezawodnej drodze chciejmy szukać i zdążać ku naszemu miłosiernemu Ojcu w niebiesiech, „który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy!” AMEN.

 

Pieśni na Niedzielę Estomihi:

Introit: 26

Pieśni:

774 - wstępna

750 – przed kazaniem

773 – po kazaniu

297 – na zakończenie nabożeństwa.

Przed spowiedzią: 431

Przed Komunią Św. i do Komunii Św.: 751, 411.

Czytania liturgiczne:

I: 1 Kor 13,1-13

II: Mk 8,31-38

 

 

comments