Ciernie

Czekam na zmierzch, aby odpłynąć w ciemność
Czekam na poranek, aby zanurzyć się w światłość
Drogą przez ciernię podążam ku krawędzi
Stając nad brzegiem przepaści
W blasku dwóch diamentów
Chcę rzucić się w otchłań
Drżącymi dłońmi dotknąć ognia
Świętości, czy też przekleństwa ...
Nienawidząc siebie rozbijam lustro
Nie mogę już znieść swojej słabości
Podnosząc wzroku ku niebu czekam na grom
Który jednak nie nadchodzi
Nie zasługując na życie czekam na śmierć
Aż znowu spłynie zmierzch, który okryje wszystko
Myśli odejdą na skrzydłach wiatru
Gdzie w zielonym blasku diamentów
Wysychają łzy

comments