Do ostatniego Kościoła wymienionego w Apokalipsie św. Jana Chrystus kieruje następujące słowa: „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny, albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący, ani zimny, wypluję cię z ust moich. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły. Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Obj 3,14-22).

 

Chrześcijanie w Laodycei także nie zasługują w oczach Pana Kościoła na jakąkolwiek pochwałę. Od samego początku Chrystus przedstawia im swoje zarzuty i zastrzeżenia w odniesieniu do ich życia i działalności w Kościele. Wyznawcy Chrystusa tutaj nie są ani zimni, ani gorący. Ich postawa jest postawą letniości, którą jednoznacznie gardzi Boży Syn. Chociaż może chrześcijanie tu zachowują wiarę i dbają o czystość ewangelii, to jednak nie wykazują przy tym żadnego wysiłku, męstwa, czy zapału[1]. Brakuje w nich żywej wiary i miłości do Pana Kościoła, która pobudzać by ich mogła do działania. Nie jest to Kościół mały i biedny, jak w przypadku Kościołów w Smyrnie, czy Filadelfii. Cieszy się raczej licznymi bogactwami i dobrami materialnymi, jako jeden z nielicznych wówczas Kościołów. Chrześcijanie prowadzą swoje życie w dostatku, szczęściu i wygodzie. Jednak najprawdopodobniej to przysłania im wierność Bogu i czujność, jaką nieustannie powinni się wykazywać. Żyją oni wyłącznie doczesnością i tak naprawdę nie mają własnych przekonań, gdyż wszystko jest im obojętne. Stąd niezwykle łatwo im pójść na wszelkiego rodzaju kompromis[2]. Pewną analogią do tej sytuacji z pewnością będzie odwołanie się do Starego Testamentu i narodu izraelskiego, który, kiedy przeżywał szczęście, radość i dostatek nie potrzebował do szczęścia swojego Boga. Wówczas tak, jak obecnie chrześcijanie z Laodycei wybierał on wygodne i beztroskie życie, z dala od zakazów i prawa Bożego. Wspominają o tym przede wszystkim prorocy Ozeasz, czy Jeremiasz (Oz 13,6; Jr 5,7)[3]. Chrystus zatem żąda od Laodycejczyków, by w końcu się upamiętali i zdecydowali czy chcą być zimni, czy gorący. Czy chcą być sługami i wyznawcami Chrystusa, czy nie. W przeciwnym razie Pan Kościoła wypluje ich z ust. To radykalna i pierwsza tego rodzaju groźba dla Kościoła Chrystusowego. W pewnym sensie korespondować ona może z codziennością miasta Laodycei, której mieszkańcy, jak to już na początku zostało wspomniane wodę sprowadzali z odległego o kilkanaście kilometrów Hierapolis, gdzie znajdowały się gorące źródła. Problem jednak polegał na tym, że kiedy ta woda dopływała do Laodycei najczęściej była letnia, a po jej spożyciu wywoływała u Laodycejczyków torsje, stąd najlepiej było jej wcale nie spożywać[4]. Dlatego zrozumiałe i jak najbardziej adekwatne do sytuacji wydają się być tutaj słowa: „wypluję cię z ust”. W oryginalnym tłumaczeniu słowo eme,sai (wymiotować) brzmi jeszcze bardziej dosadnie. Zatem oznacza ono tylko tyle, że Chrystus jest obrzydzony postępowaniem chrześcijan w Laodycei i oczekuje przemiany. Oczekuje żarliwości i zaangażowania w życie Kościelne. Daje wszystkim do zrozumienia, że lepiej wcale nie wchodzić na drogę wiary, niż wejść, by popaść w miernotę i formalizm[5].

      Nie rozumieją jednak tego adresaci listu Chrystusa. Ich pycha i bogactwo pozwala im uważać się za dostatnich i samowystarczalnych, nie potrzebujących niczyjej pomocy. Chrześcijanie są tutaj dumni, że nagromadzili sobie liczne skarby, które zapewniają im utrzymanie na długie lata[6]. W rzeczywistości materialnego zadufania zapomnieli oni o tym, że te wszystkie bogactwa nie zapewnią im zdrowia, czy trwałego szczęścia. Co więcej na zysku materialnym utracili oni swoją duchowość, stąd nic dziwnego, że w oczach Chrystusa uznani są za biednych i nędzarzy, najbardziej pożałowania godnych. Być może oni wcale nie zdawali sobie z tego sprawy. Żyjąc w bezpiecznym mieście, z dala od prześladowań, czerpiąc wysokie zyski z handlu, nie potrzebowali Bożej pomocy i troski[7]. Tymczasem Chrystus jednoznacznie daje im do zrozumienia, że nie sytuacja społeczna i bogactwa materialne są wyznacznikiem wierności Bogu. W Nowym Testamencie szczególnie charakterystyczna i podobna do tej sytuacji Kościoła z Laodycei wydaje się przypowieść Chrystusa o bogaczu z Ewangelii św. Łukasza (Łk 12,13-21), który swoim bogactwem chciał zapewnić sobie szczęście na długie lata. Jednak nie jest to droga do wiecznej radości i szczęścia, a tym bardziej do odziedziczenia  Królestwa Bożego, z czego sprawę zdać muszą sobie Laodycejczycy. Chrystus określa ich tutaj mianem „biednych”, czyli skazanych na czyjąś pomoc, „ślepych”, a więc tych, którzy potrzebują prowadzenia i wreszcie „nagich”, co przy całym ich bogactwie materialnym jest chyba najbardziej dotykającym określeniem[8]. To jednak skłonić ma miejscowych chrześcijan do poprawy i upamiętania.

      Kolejny wiersz niesie w sobie trzy charakterystyczne rady ściśle związane z ubóstwem, ślepotą i nagością Laodycejczyków. Jednak słowa te wypełnione są przede wszystkim ironią Pana Kościoła[9]. Po pierwsze Chrystus zachęca, by chrześcijanie zakupili u Niego złota w ogniu wypróbowanego, aby się wzbogacić. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być stwierdzeniem paradoksalnym, jednak z drugiej strony przez te słowa płynie niezwykła mądrość Boża i miłosierdzie, którym dotyka się każdego człowieka. Owe złoto w ogniu wypróbowane symbolizować ma tutaj wiarę, którą chrześcijanie w Laodycei zatracili. Symbolizować ma odnowę życia duchowego na wzór i podobieństwo samego Chrystusa[10]. Do wiary, która cenniejsza jest od złota wypróbowanego w ogniu nawiązuje także apostoł Piotr, pisząc w 1. Liście Piotra ( 1 P 1,7) „Wasza wypróbowana wiara okazała się daleko cenniejsza od zniszczalnego złota, w ogniu wypróbowanego”. Średniowieczny teolog Tomasz z Akwinu zaś te słowa kojarzy z mądrością, którą chrześcijanie muszą nabyć jakimś kosztem[11]. To jest niezwykle cenne zatem spostrzeżenie, owe duchowe bogactwo, którego Laodycejczykom brakuje nie otrzymają oni za darmo, lecz musza sobie na nie zapracować, poświęcić materialne dobra, po to, by zyskać duchowe[12]. Pan Kościoła kontynuując swoją zachętę proponuje zakupić chrześcijanom w Laodycei zakupić kosztowne szaty, by zakryli swoją nagość. Znów należy stwierdzić, że słowa te brzmieć mogą paradoksalnie. Laodycea bowiem słynęła z wyrobów włókienniczych, zaś jej mieszkańcy, jak mało którzy chodzili w pięknych długich szatach, które idealnie podkreślały ich bogactwo i dobrobyt[13]. Tymczasem Chrystus nakazuje im zakup białych szat, które mają dużo większą wartość niż tamte. Przywdzianie owej białej szaty symbolizuje bowiem przemianę duchową, odnowę charakteru, odnosi się do tych, którzy są wybrani przez Chrystusa i przeznaczeni do zbawienia[14]. A tego właśnie oczekuje Pan Kościoła, który w tych słowach wyraża troskę i zainteresowanie zborem w Laodycei. Wreszcie trzecia rada, jaką daje Zbawiciel swoim wyznawcom, to zakup maści na oczy, by znikła ich ślepota. Rzecz jasna chodzi tutaj o ślepotę duchową, jednak i tutaj pojawia się pewnego rodzaju aluzja. Laodycea bowiem prowadziła jedną z najbardziej znanych szkół leczniczych, w której produkowano specjalne maści[15]. Dlatego słowa Chrystusa, mówiące o maści do oczu, z pewnością nie pozostawały bez odbicia na adresatach tego listu. Uzdrowienie oczu, do jakiego prowadzić ma nabycie owej maści, to symbol skruchy i pokuty, uświadomienia sobie własnej grzeszności. To rodzi do otwarcia serc na ewangelię i naukę Chrystusa, która stała się tutaj obojętna[16].

      Te wszystkie rady, jakie w omawianym wyżej wierszu zamieszcza Pan Kościoła, choć zawierają w sobie pewną ironię, z pewnością nie są wyrazem wyszydzenia z braku kreatywności i zaangażowania w życie duchowe chrześcijan w Laodycei. Wprost przeciwnie, są one wyrazem wielkiej miłości i troski, jaką Syn Boży pragnie okazać całemu Kościołowi, niezależnie od jego problemów i grzeszności[17]. Niczym ojciec zachęca do poprawy i zmiany nastawienia, kiedy trzeba, wówczas karci, by słowa napomnienia wywarły oczekiwany efekt. Tak też zresztą było już w czasach Starego Testamentu, gdzie wszechmogący Bóg właśnie poprzez karcenie przypominał swojemu ludowi o wierności i wypełnianiu Jego przykazać, świadczą o tym chociażby słowa z Przypowieści Salomona (Prz 3,11). Podobnym tropem idzie też apostoł Paweł, pisząc: „Gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem” (1 Kor 11,32)[18]. Zatem miłość Boża jest motorem działania Bożego, miłość, która ma kochać i wspierać, ale w odpowiednich chwilach też ganić i ćwiczyć, by chrześcijańskie życie w Kościele nie podupadało, stając się czystym formalizmem, lecz by nieustannie mogło wzrastać w wierze w Zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa. 

      Pan Kościoła apeluje zatem do chrześcijan w Laodycei, by się nawrócili i żyli w gorliwości. Chodzi tutaj przede wszystkim o zmianę postępowania, zmianę myślenia, przewartościowania swojego życia, bo tylko wówczas ich życie będzie się mogło Bogu podobać. Chrystus pokazuje tutaj, że jest Bogiem cierpliwym, gdyż stoi pod drzwiami swoich wyznawców i czeka aż ktoś Mu otworzy. Motyw Chrystusa pukającego do drzwi występuje także w innych miejscach w Nowym Testamencie. Wspomina go między innymi autor Listu Jakuba (Jk 5,9), gdzie mowa jest o przyjściu Sędziego, który stoi u drzwi. Motyw ten pojawia się też w Ewangelii św. Łukasza (Łk 12,36)[19]. Tutaj sam Chrystus przytacza go w podobieństwie o czujności. O ile te dwa wspomniane fragmenty prawdopodobnie odnoszą się do paruzji, o tyle ten zamieszczony w liście Pana Kościoła do chrześcijan w ostatnim Kościele Azji Mniejszej raczej do paruzji się nie odnosi. Chrystus jednak puka do ludzkiego serca i czeka na odzew. Tak właśnie zaprasza człowieka do relacji, do bliskości, wychodzi naprzeciw grzesznemu człowiekowi, lecz nie pcha się na siłę, tylko cierpliwie czeka. To prawdziwy obraz miłości Boga do człowieka, jaki objawiony jest w Chrystusie[20]. „Jeśli kto usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał”. Niezwykle istotne jest w tej wypowiedzi pierwsze słowo „jeśli”. Bóg chrześcijan w Laodycei do niczego nie zmusza, On tylko daje czas, by własne postępowanie przemyśleć i w pokucie otworzyć drzwi serca na społeczność z Nim. W tych słowach jednak zawiera się także pewna rada i przestroga. Chrystus wymaga, by Jego słowa nie były dla nikogo obojętne, On oczekuje czujności, skupienia i gotowości[21]. Bo choć nie odnoszą się one bezpośrednio do paruzji i nie stanowią przymusu, to jednak może się okazać, że wieczerzowanie z Chrystusem niezbędne będzie do zbawienia. Obiecuje On bowiem tym, którzy nie będą na Jego głos obojętni wspaniałą ucztę i społeczność. W Nowym Testamencie słowo uczta najczęściej pojawiało się w ewangeliach w okolicznościach, gdzie ojciec domu zapraszał wielu gości, wyznaczał im miejsca przy stole, potem zaś ucztowano i biesiadowano. Tutaj w kontekście listu do Kościoła w Laodycei sytuacja wygląda nieco inaczej. Chrystus obiecuje ucztowanie we dwoje, co część komentatorów Pisma Świętego zwykło odnosić do czasów eschatologicznych i dnia sądu ostatecznego[22]. Większość komentatorów jednak słusznie zauważa, że Chrystus nie przychodzi tutaj do drzwi ludzkiego serca jako Sędzia i Władca, lecz jako Przyjaciel, który ubogaca i obdarza szczęściem. Stąd te słowa Pana Kościoła przyrównują oni do obrazu Ostatniej Wieczerzy i Sakramentu Ołtarza[23]. Społeczności, jaką Chrystus obiecuje swojemu wiernemu słudze. Te słowa niejako też korespondują z tymi, które wypowiada Syn Boży w Ewangelii św. Jana (J 14,23), gdzie wspomina o tym, że wraz z Ojcem przyjdzie i zamieszka w domu tego, który Jego umiłował i Jemu pozostał wierny[24]. Podobną obietnicę daje On chrześcijanom w Laodycei, jednak ci wpierw otworzyć muszą zamknięte dotąd bramy swoich serc na Boży głos, a swoją sytość i obojętność zamienić na pokutę i czujność.

      Dopiero wtedy, gdy tak uczynią będą mogli zostać nazwani zwycięzcami, którym Pan Kościoła obiecuje, że zasiądą wraz z Nim na tronie, tak jak On zasiadł na tronie wraz z Ojcem. Niewątpliwie to wspaniała obietnica, w słowach której po raz kolejny już zresztą Chrystus powołuje się na Boga Ojca, który wszystko kształtuje i powołuje, ubogaca i wywyższa. To z Nim zwycięzca będzie mógł mieć społeczność i wspólnotę, tak jak Chrystus po swoim Zmartwychwstaniu. On bowiem jest zwycięzcą i prawdziwym wzorem zwycięstwa, który poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie pokonał szatana, by wraz z Ojcem zasiąść na tronie chwały i wraz z Nim sprawować władzę nad człowiekiem i światem[25]. Tron – to przede wszystkim symbol władzy i godności królewskiej i tę godność Chrystus obiecuje tym, którzy okażą się zwycięzcami. Powstaje jednak pytanie, czy obietnica tronu i wiecznego panowania ma odniesienie wyłącznie eschatologiczne, czy jednak odnosi się także do Królestwa Bożego, które dzieje się już w teraźniejszości w Kościele, który, jako Chrystusowa Oblubienica wypełnia Jego przykazania i wolę[26]. Z pewnością nie jest to błędne przypuszczenie, niemniej jednak zwycięzca, który wieczerzał będzie z Panem Kościoła w ziemskiej doczesności, wieczerzał będzie z Nim także w wieczności w domu Ojca. I o ile w aspekcie ziemskim pojęcie tronu będzie miało wymiar symboliczny, o tyle w przyszłym życiu jak najbardziej rzeczywisty, gdyż na nim zasiądzie zwycięzca wraz ze swoim Panem i Bogiem, w myśl słów z Ewangelii św. Jana (J 12,26), które głoszą: „Gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie[27].

      Tak kończy się ostatni z siedmiu listów Chrystusa do Kościołów w Azji Mniejszej, który nawołuje do nie tyle do wytrwania mieszkańców Laodycei, co raczej do zmiany swojego postępowania, wyzwolenia się z marazmu i obojętności, na rzecz ścisłej współpracy ze Zmartwychwstałym, która obfitować będzie we wszelkie duchowe bogactwa i dary[28]. W szczególności jednak będzie to współpraca polegająca na ziemskiej społeczności wierzących w Kościele z odwiecznym Panem Kościoła, która będzie niejako zapowiedzią udziału zwycięzcy w wiecznym panowaniu Chrystusa, wraz z Ojcem na Jego tronie chwały[29].

 

 


[1] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 163.

[2] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 109.

[3] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 128.

[4] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 163.

[5] A. Godek, Apokalipsa, s. 52.

[6] E. Lohse, Objawienie św. Jana, s. 46.

[7] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 129.

[8] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 109.

[9] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 163.

[10] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 109n.

[11] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 129.

[12] Tamże, s. 130.

[13] A. Godek, Apokalipsa, s. 53.

[14] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 163n.

[15] W. Barclay, Objawienie św. Jana, s. 182n.

[16] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 130.

[17] E. Lohse, Objawienie św. Jana, s. 46n.

[18] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 110.

[19] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 131.

[20] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 131.

[21] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 110.

[22] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 164.

[23] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 111.

[24] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 164.

[25] P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa i praktyczny komentarz do Apokalipsy, s. 132.

[26] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 112.

[27] A. Jankowski, Apokalipsa św. Jana, PŚNT t. 12, s. 165.

[28] F. Sieg, Listy do siedmiu Kościołów. Apokalipsa św. Jana, s. 112.

[29] E. Lohse, Objawienie św. Jana, s. 47.

comments