Ordynacja kobiet po raz kolejny upadła

Ordynacja kobiet po raz kolejny upadła

W dniu dzisiejszym po raz kolejny podjęta została próba wprowadzenia w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w RP ordynacji kobiet na prezbiterów. Aby by....

?Mesjasz? objawił się w Kolonii

?Mesjasz? objawił się w Kolonii

Zdarzą się, iż niektórzy liberalni chrześcijanie, wraz z innymi osobami o poglądach lewicowych, skłonni są do budowania porówn....

Konferencja teologiczna w Wiśle-Jaworniku

Konferencja teologiczna w Wiśle-Jaworniku

W dniach 27-29 kwietnia w Wiśle-Jaworniku odbyła się konferencja teologiczna na temat: „Opętanie demoniczne i egzorcyzm– luterańska perspektywa&rdqu....

Kościół Finlandii pozbywa się konserwatywnych duchownych

Kościół Finlandii pozbywa się konserwatywnych duchownych

Szwedzkojęzyczny finlandzki dziennik HBL donosi, że Kościół Finlandii suspendował 5 księży służących w Ewan....

Wielka Msza we Wrocławiu AD 2015

Wielka Msza we Wrocławiu AD 2015

Jak co roku w dniu 21 marca – tym razem w 330   rocznicę urodzin Jana Sebastiana Bacha, w ewangelickim Kościele św. Krzysztofa we Wrocławiu miał....

Zdarzą się, iż niektórzy liberalni chrześcijanie, wraz z innymi osobami o poglądach lewicowych, skłonni są do budowania porównań, w których bliskowschodni i afrykańscy imigranci ostatniej fali są zestawiani, bez cienia krytycyzmu i zdrowego rozsądku, jako jednolita zbiorowość z Chrystusem. Tendencyjnie ignorując różnice, epatuje się hasłem: „Jezus był uchodźcą”. W jednym z wyprodukowanych w tym duchu spotów oglądamy sekwencję budzących grozę, choć częściowo zmanipulowanych, obrazów wojny, zniszczenia i desperacji. W tle słychać słowa z Ewangelii dzieciństwa, które przywołują historię ucieczki do Egiptu (tym razem traktowanej z całą powagą, bynajmniej nie jako mit). Stawia się więc znak równości pomiędzy małym Jezusem, który musiał uciekać przed prześladowcami, a współczesnymi nam emigrantami. O ile poruszanie sumień, by w ubogim, potrzebującym pomocy, autentycznym uchodźcy, ujrzeć twarz Chrystusa, nie powinno wzbudzać wątpliwości, to odnosi się wrażenie, iż w kontekście nowej imigracji z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mamy do czynienia z czymś innym, co wygląda na manipulację, nieczystą grę na emocjach w celu wymuszenia określonego, motywowanego ostatecznie polityczną ideologią, nie zaś chrześcijańskim miłosierdziem, zachowania. Zamiast słów: „byłem przychodniem, a przyjęliście mnie” (Mt 25, 35) na myśl przychodzi więc raczej przestroga: „Gdyby wam wtedy kto powiedział: oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie” (Mt 24, 23).

Bo czy rzeczywiście w przypadku wielu nowych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mamy do czynienia z tymi, których życie jest zagrożone, którzy są prześladowani, którzy bezwzględnie potrzebują naszej gościnności? Jednym słowem, czy są oni prawdziwymi uchodźcami? Czy nie jest tak, że wraz z wielką fala migrantów, których motywy i cele są zróżnicowane, zaczęliśmy wkraczać w mrok, gdzie wszystkie koty są szare i nie sposób odróżnić już prześladowanego od prześladowcy, jak też gościa od agresora, bo owe różnice dekonstruują się na naszych oczach. Jednolicie pozytywny obraz „uchodźców” kreowany przez mainstreamowe media przyćmiewają bowiem nie tylko niejasne historie i biografie aktualnych i potencjalnych terrorystów, sugerujące, iż przynajmniej niektórzy z nich mogli przybyć do Europy niedawno, czy też z trudem przedzierające się przez politpoprawne blokady informacje o prześladowaniach chrześcijan, gwałtach na kobietach i dzieciach oraz porachunkach gangstersko-plemiennych, do jakich dochodzi w obozach dla azylantów i nie tylko tam. Kulminacją tych negatywnych zjawisk, przynajmniej na razie, były wydarzenia, które ostatnio miały miejsce w Kolonii i innych miastach Niemiec, oraz w Szwajcarii, Austrii i Finlandii. Oto w większości oczekujący na azyl nowi imigranci z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, czyli ci, w których każe nam się widzieć prześladowanych „chrystusów”, sylwestrową zabawę potraktowali jako zachętę do zbiorowych ataków na tle seksualnym i rabunkowym, jakich ofiarami stały się Europejki. Co więcej, by sytuacja stała się jeszcze bardziej mglista, odpowiedzialnością za zajścia w Kolonii lewicowa władza skłonna jest obarczać poszkodowane kobiety, pomawiając je o niestosowne zachowanie. Postkolonialny „wyklęty lud ziemi” musi przecież pozostać bez winy.

Od jakiegoś czasu wśród ideologów europejskiej lewicy dominuje trend poszukiwania wyzwolicielskiego „mesjasza” na marginesach społeczeństwa, którego obyczaje, tradycje i instytucje pragnie się unicestwić (np. H. Marcuse, F. Fanon, M. Foucault). Jako że jednocześnie zaczęto taktycznie stawiać na bardziej „kulturowe” niż strzelanie i podkładanie bomb narzędzia destrukcji „opresyjnego systemu”, mniej nośny propagandowo wizerunek Jezusa jako pseudomesjasza z karabinem został zastąpiony innymi. Ikoną rewolucji kulturalnej w Kościołach miała stać się nieco odgrzewana, bo wymyślona pierwotnie przez lumierystę D. Diderota w celu pogrzebania chrześcijaństwa, fikcyjna postać Jezus-rozpustnika (konkubenta Marii Magdaleny) i geja (kochanka Apostoła Jana). Nie wyrzekając się jednak przemocy, ideologia lewicowa zwróciła również uwagę na migrantów jako tych, którzy dysponują rewolucyjnym potencjałem, jaki można wykorzystać, by rozchwiać i obalić zastany porządek społeczny. To właśnie „kolonialny lud”, głosił F. Fanon, głodujące hordy ludzi wykorzenionych ze swoich plemion, osiedlone w podmiejskich slumsach, miałby tworzyć najbardziej spontaniczne i radykalne siły rewolucji. W tym kontekście musi nasunąć się pytanie, czy to nie w owej ideologii, nie zaś Ewangelii, powinniśmy poszukiwać ostatecznie źródeł tegoczesnej kreacji postaci Jezusa-„uchodźcy”, której także nadaje się status rewolucyjnej ikony. Jeśli by tak było, to mamy prawo oczekiwać, że za owym sentymentalnym i tendencyjnym wizerunkiem kryje się coś odmiennego od tego, co na pozór on ukazuje. I rzeczywiście, oto w Kolonii zza maski Jezusa-„uchodźcy” ukazała nam się z całą wyrazistością gęba pseudomesjasza-gwałciela. To stawia lewicowy twór w nowym świetle, co pozwala odsłonić jego blasfemiczny sens. Bo skoro utożsamia się Jezusa z „uchodźcami”, którzy okazali się agresorami i gwałcicielami, to czy nie czyni się w ten sposób, chcąc nie chcąc, z Jezusa wspólnika agresji i gwałtu? Czy wobec tego od rzeczy byłaby myśl, że spotykamy się w tego typu kreacjach z jakąś formą diabolicznego fałszu i zwiedzenia?

Dla zwolenników lewicowej ideologii pytania te, co oczywiste, muszą pozostać bez znaczenia. Z racji wyznawanych poglądów owa tak gwałtownie manifestowana jurność migrantów, która zdaje się łączyć wywrotowe energie wykluczenia i nieokiełznanego popędu, może być nawet na rękę nowym, „rozporkowym” rewolucjonistom. Podobnie zresztą jak medialne posługiwanie się półprawdami, przemilczeniem i mistyfikacjami, aby kreować nieprawdziwe i złudne obrazy, jakie przesłaniają rzeczywiste intencje i cele. Każde bowiem narzędzie do szerzenia rewolucji zdaje się im równie dobre.

Inaczej jest w przypadku chrześcijan. Warto, żeby, mniej lub bardziej świadomi, kościelni promotorzy różnych lewicowych neomesjanizmów, z uwagą pochylili się nad przytoczonymi wyżej słowami mowy eschatologicznej Tego, który z całą mocą gdzie indziej powiada: „Ja jestem droga i prawdą, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (J 14, 6). I, chociaż niewątpliwie nihilistyczna, dekadencka i zblazowana Europa potrzebuje Zbawiciela, nie ulegali oni tak łatwo podszeptom nieprzyjaciół chrześcijaństwa, by wypatrywać tam, gdzie Go znaleźć nie sposób.

comments