Ordynacja kobiet po raz kolejny upadła

Ordynacja kobiet po raz kolejny upadła

W dniu dzisiejszym po raz kolejny podjęta została próba wprowadzenia w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w RP ordynacji kobiet na prezbiterów. Aby by....

?Mesjasz? objawił się w Kolonii

?Mesjasz? objawił się w Kolonii

Zdarzą się, iż niektórzy liberalni chrześcijanie, wraz z innymi osobami o poglądach lewicowych, skłonni są do budowania porówn....

Konferencja teologiczna w Wiśle-Jaworniku

Konferencja teologiczna w Wiśle-Jaworniku

W dniach 27-29 kwietnia w Wiśle-Jaworniku odbyła się konferencja teologiczna na temat: „Opętanie demoniczne i egzorcyzm– luterańska perspektywa&rdqu....

Kościół Finlandii pozbywa się konserwatywnych duchownych

Kościół Finlandii pozbywa się konserwatywnych duchownych

Szwedzkojęzyczny finlandzki dziennik HBL donosi, że Kościół Finlandii suspendował 5 księży służących w Ewan....

Wielka Msza we Wrocławiu AD 2015

Wielka Msza we Wrocławiu AD 2015

Jak co roku w dniu 21 marca – tym razem w 330   rocznicę urodzin Jana Sebastiana Bacha, w ewangelickim Kościele św. Krzysztofa we Wrocławiu miał....

Coraz częściej okazuje się, że zwiastowanie Słowa Bożego w relatywistycznym i indyferentnym świecie,  w którym można wierzyć we wszystko, o ile się nie traktuje tego poważnie, zaś obstawanie przy jakiejkolwiek prawdzie uznawane jest za fundamentalizm, dyskryminację, prześladowanie, wręcz wypowiedzenie wojny wszystkim innym, bywa niebezpieczne. Przekonuje się o tym właśnie ks. Olaf Latzel, proboszcz ewangelickiego kościoła św. Marcina w Bremie, co jest konsekwencją kazania wygłoszonego w drugą niedzielę po Epifanii, w którym, komentując historię o Gedeonie burzącym przybytek pogańskiego kultu, aby wznieść na jego miejscu ołtarz dla Pana (Sdz 6, 25-32), przestrzegł, że ekumenizm nie może prowadzić do relatywizowania chrześcijaństwa i ewangelicyzmu, bowiem grozi to synkretyzmem religijnym, porównywalnym do baalizmu i aszeryzmu w dawnym Izraelu. Konkretnie przypomniawszy biblijną prawdę, że jest tylko jeden prawdziwy Bóg, a jest to Trójjedyny Bóg znany z Objawienia, wyprowadził z tego wniosek, iż inne religie, czy będzie to hinduizm, czy islam, nie znają tego Boga. Dlatego wspólny kult i modlitwy z ich wyznawcami nie są właściwe; byłby to grzech. Nadto zauważył, że takie praktyki, jak stawianie sobie w domach posążków Buddy, wiara w różnorakie amulety, talizmany i inne magiczne fetysze, czy rzymskokatolicki kult relikwii, można w świetle ewangelickiego chrześcijaństwa określić jako głupstwa i bałwochwalstwo. Drogą do zbawienia bowiem jest jedynie wiara w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który umarł za nas na krzyżu.
Kazanie to wzbudziło gwałtowne reakcje ze strony władz Ewangelickiego Kościoła Bremy. Natychmiast zdystansowano się od jego treści w obawie o możliwie niekorzystny wpływ na  dialog ekumeniczny i międzyreligijny. Nie dość na tym, bo zaczęło się, wedle słów samego ks. O. Latzla, „teologiczne polowanie na czarownice”. Kolektyw tęczowych pastorów rychło w liczbie kilkudziesięciu zgromadził się pod hasłem „kochamy różnorodność”, by manifestować swoje upodobania na schodach bremeńskiej katedry. Tendencyjnie dobrane grono postępowych teologów i teolożek, którzy traktują już Biblię nie jak żywe Słowo Boże, ale martwy i często niebezpieczny politycznie zabytek z odległych epok, oceniło kazanie negatywnie, zarzucając nadużywanie obrazów biblijnych w celu, jak to w nowomowie naszego czasu ujęto, głoszenia „nienawiści do innych religii” , kreowania „negatywnych stereotypów” i „podżegania do przemocy”. Wreszcie, ks. O. Latzel został, dość sztampowo i histerycznie, oskarżony przez lewicowe media, polityków i przedstawicieli Kościoła o „fundamentalizm”,  „ksenofobię”, „dyskryminację”, „nienawiść” etc., czyli współczesne maleficia, często będące jedynie wytworem ideologicznego otumanienia, lęków i fantazji oskarżycieli, za które można dziś zniszczyć każdego. Przypięto mu nawet etykietę „kaznodziei nienawiści”, „religijnego ekstremisty”, by zrównać z radykalnymi islamistami. Całkowicie przy tym przemilczano, zapewne żeby zmanipulować wymowę kazania, iż wskazuje się w nim, że troska o pokojowe współżycie z wyznawcami innych religii oraz budowanie wspólnych relacji w duchu miłości i miłosierdzia należą do chrześcijańskich obowiązków. „Nie dla islamu i buddyzmu nie oznacza odrzucenia muzułmanów i buddystów”, zgodnie z biblijną zasad oddzielenia grzechu od grzesznika broni się ks. O. Letzel. Parafia i pastor przeprosili ponadto tych, których uczucia religijne mogły zostać urażone poprzez dobór zbyt mocnych słów i zaznaczyli, że kazanie nie było skierowane przeciw innym religiom, ale dotyczyło chrześcijaństwa w relacji do nich, więc intencją kazania nie było szydzenie z ludzi innej wiary. Wbrew niedorzecznym i paranoicznym oskarżeniom dobitnie też stwierdzili, że sprzeciwiają się wszelkim formom prześladowania czy ograniczania wolności religijnej. Mimo to władze Kościoła, uznawszy kazanie za wypowiedź godną jedynie krytyki, zapowiedziały sankcje dyscyplinarne. Wycofano się jednak tymczasem z tego, bo wedle konstytucji BEK parafie posiadają duży zakres autonomii w kwestiach wiary, co powoduje, że nie ma odpowiednio skutecznych instrumentów „dyscyplinujących”. Władze zatem na szczeblu kościelnym musiały zdać się na „debatę teologiczną”. Za tym eufemizmem kryje się zapewne jednostronne potępienie kazania przez komisję złożoną z tendencyjnie dobranych profesorów, zwolenników metody historyczno-krytycznej, która, jak trafnie podkreśla ks. O. Latzel, podważywszy rozumienie Biblii jako Słowa Bożego, stała się „grabarzem Kościoła ewangelickiego w Niemczech”. Kiedy bowiem inkryminowany pastor zaproponował zorganizowanie publicznej debaty, nie dostał odpowiedzi.
Wobec kościelnej niemożności do akcji wkroczyło państwo. Sprawą zainteresowała się prokuratura, badając czy nie zachodzi tutaj aby przypadek jakiegoś podżegania do nienawiści. Co więcej, w specjalnej uchwale „Brema jest różnobarwna – wobec mowy nienawiści i dyskryminacji z ambony” przyjętej głosami lewicowej większości parlament landu potępił kazanie jako „podburzające” i „dyskryminujące”, „siejące nienawiść do innych wyznań i niewierzących pod pozorem przepowiadania i egzegezy”, jak też zapowiedział, że nie pozostanie ono bez konsekwencji. Widocznie w lewicowych wyobrażeniach, rozdział Kościoła od państwa oznacza głównie ograniczanie praw tego pierwszego. Jednak państwo, gdy ma w tym interes, a jest to interes lewicy, nie waha się ingerować w sprawy kościelne. Tutaj cenzurując kazanie. Ks. O. Latzel podejrzewa w związku z tym, że teraz zapewne lewica będzie mówiła pastorom „w co mają wierzyć i co głosić”. Być może „Die Linke” et consortes marzą o powrocie do czasów reżimu totalitarnego, gdzie treść kazań była zatwierdzana przez cenzorów. Tak czy owak, oświadczenie to wpisuje się nie tylko w coraz szerszy nurt nietolerancji wobec chrześcijan w Europie, ale dzięki swemu oficjalnemu charakterowi może stworzyć niebezpieczny dla Kościoła precedens.
Natomiast wierni ze św. Marcina stanęli murem za swoim proboszczem, który nota bene nie dał się zastraszyć nagonce i podkreślił, że nadal podtrzymuje to, co powiedział. Rada Parafialna w swoim oświadczeniu odczytanym po niedzielnym nabożeństwie dwa tygodnie później powtórzyła główne tezy kazania: „Fundamentem wiary chrześcijańskiej jest wyznawanie Trójjedynego Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego, wedle świadectwa Biblii, jako jedynego prawdziwego Boga. Droga do Zbawienie wiedzie jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który przeszedł na świat i umarł za nas, grzeszników, na krzyżu. [...] Tylko Chrystus, tylko Pismo, tylko wiara, tylko łaska: to podstawowe twierdzenia Reformacji. Jak wynika z Biblii, starożytnych wyznań wiary i pism Reformacji, Bóg Biblii nie może być Bogiem Koranu. Dlatego wspólne nabożeństwa i modlitwy z imamem czy przedstawicielami innych religii nie są możliwe. Także talizmany, buddyjskie posążki i kult relikwii nie należą do chrześcijaństwa ewangelickiego”. W oświadczeniu wyrażono ponadto wdzięczność ks. O. Latzlowi za jasne, oparte na Biblii zwiastowanie, co zostało przyjęte brawami i owacją na stojąco. W ten sposób wierni, którzy przybyli tłumnie (ponad 500 osób, a zwykle jest ich ok. 300) wyrazili swoje poparcie dla pastora.
Kazanie spotkało się z ogromnym zainteresowaniem. Ponad 100 tysięcy razy pobrano je ze strony www „St. Martini”. Jego transmisji na Youtube wysłuchało już ponad 50 tysięcy osób. Parafia otrzymała z związku z tym tysiące listów, nie tylko z Niemiec, ale i z całego niemal świata, w których, poza kilkoma wyjątkami, kazanie ocenia się pozytywnie. Na Facebooku założono stronę „Solidarität mit Olaf Latzel”, która ma już przeszło 7 tysięcy polubień. W niezależnych mediach społecznościowych krytycznie wypowiadano się przede wszystkim o władzach BEK i EKD. W powszechnym przekonaniu w sprawie ks. O. Latzla doszło do pogwałcenia wolności wypowiedzi i wolności religijnej. Okazuje się, że wielu wiernych nie podziela poglądów tych „pasterzy”, którzy negując Chrystusa jako jedynego Zbawiciela biorą w istocie stronę Przeciwnika.
Czy w kazaniu ks. O. Latzla znalazły się treści, z którymi chrześcijanin i ewangelik, przynajmniej taki, który nie pogrąża się w synkretyzmie religijnym, mógłby się nie zgodzić? Myślę, że nie. Rzeczywiście, wrażliwość niektórych, zwłaszcza tych, którzy z czujnością komisarzy ludowych wietrzą wszędzie „nienawiść” i „podżeganie”, użycie niektórych słów może razić. Czy jednak prorocy, broniąc czystości wiary przed zagrożeniem ze strony pogaństwa, przebierali w słowach? Może z tej racji postępowi teologowie niedługo jawnie ocenzurują Biblię, dając ją nam w formie politpoprawnych wypisów, po starannym oddzieleniu „Słowa Bożego”, czyli tego, co odpowiada ich preferencjom ideologicznym, od niebezpiecznych, według nich, politycznie tekstów. Dlatego uważam, iż sprawa ta pokazuje, że władze BEK i EKD nie wahają się podporządkowywać biblijną prawdę normom politycznej poprawności. Nadto jasno uświadamia jak głęboko są one przesiąknięte liberalno-emancypacyjną teologią i lewicowymi ideologiami, dla których są w stanie ominąć słowa Jezusa Chrystusa:  „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze Mnie” (J 14: 6), w jakich pewnie są już w stanie dostrzec tylko „dyskryminację” innych religii. Doktryny owych często obcych i wrogich chrześcijaństwu politycznych ideologii stanowią dla władz państwowych i kościelnych dzisiejszy odpowiednik „Młota na czarownice”, wzorzec, według którego z gorliwością prześladowców kreuje się i wyłapuje niewygodnych „dysydentów”.

Informacje za: idea.de
Tekst oświadczenia za: st-martini.net

Dariusz Bawoł

foto: facebook Solidarität mit Olaf Latzel

comments